Self-reg, część 6: Jestem spokojny i jestem tylko z tobą

Dziś opowiem o tym, jak zaczęła się przygoda Dużego z self-reg. Już od jakiegoś czasu starałam się regulować sama siebie (o przykładowej sytuacji opowiedziałam tu), ale nie miałam pojęcia, jak to zrobić w odniesieniu do dzieci, zwłaszcza Dużego, który ma z tym spory problem. Nie wiedziałam, jak rozpocząć rozmowę o stresie i samoregulacji – co konkretnie zrobić, żeby rozpocząć tę wspólną drogę. Życie jak zwykle podpowiedziało mi rozwiązanie.

Otóż pewnego kwietniowego dnia miałam scysję z Dużym – jedną z wielu, ale pierwszą, która posłużyła mi jako okazja do rozmowy na temat samoregulacji. Byłam w domu sama z dziećmi, zajęta jakąś pracą domową i nieco rozkojarzona. Przysiadłam na moment na łóżku, na którym leżał Malutki, żeby sprawdzić zawartość jego pieluchy. Zdecydowanie wymagała zmiany. W tym momencie do sypialni wbiegł Duży i wskoczył mi na kolana, żeby się poprzytulać. Jak to zwykle bywa, w ślad za nim zjawił się Mały, zobaczył starszego brata na moich kolanach i spróbował też się na nie wspiąć. Duży zaczął machać nogą, żeby odepchnąć Małego, a jednocześnie przytulił się do mnie mocniej, boleśnie mnie zgniatając. Poprosiłam (jak mi się wydawało, spokojnym tonem), żeby obejmował mnie delikatniej i trzymał nogi z dala od Małego. W odpowiedzi Duży zgniótł mnie z jeszcze większą siłą tak, że poczułam ostry ból w piersi i zaczął mocniej wierzgać nogą, dosięgając Małego. Ten nie pozostał mu dłużny i kilkakrotnie zdzielił go pięścią w plecy, trafiając przy okazji i mnie. Bezceremonialnie odkleiłam od siebie Dużego i odsunęłam Małego, po czym warknęłam, że nie mam ochoty na takie przytulanie. Mały przeprosił mnie ze skruszoną miną i pozostał tam, gdzie go przesunęłam, a Duży zarechotał: „Hehe, a ja mam ochotę!”, po czym znów na mnie wskoczył i próbował mnie objąć tak mocno, jak tylko potrafił. Zirytowałam się i wyprowadziłam go z pokoju, podczas gdy on śmiał się i podskakiwał. Musiałam to zrobić kilka razy i w końcu krzyknąć ostrym tonem: „Przestań!”, żeby dał mi spokój.

Kiedy ochłonęłam i autentycznie się uspokoiłam, zajęłam czymś Małego, po czym zaprosiłam Dużego do sypialni i spytałam, czy chce się przytulić. Natychmiast znów na mnie wskoczył i przylgnął do mnie całym ciałem. Siedzieliśmy tak dość długo bez słowa i w końcu poczułam, że mam dość.
– Wystarczy, zejdź ze mnie – powiedziałam, a Duży natychmiast to zrobił i spokojnie usiadł obok.
– Dlaczego tym razem od razu mnie posłuchałeś? – spytałam zaintrygowana.
– Bo teraz jestem spokojny i jestem tylko z tobą – odpowiedział bez wahania.

W tym momencie stało się dla mnie jasne, że to nie było „niegrzeczne zachowanie” (ang. misbehaviour), lecz zachowanie wywołane stresem (ang. stress behaviour). Duży zachował się źle, bo był w trybie walki i ucieczki, z odłączoną korą nową, odpowiedzialną m.in. za samokontrolę i empatię. Przyjemnie zaskoczyło mnie to, że sam rozpoznał jako przyczynę tego zachowania swój brak spokoju – a myślałam, że ma bardzo małą świadomość swoich stanów pobudzenia!

Warto podkreślić, że w ujęciu self-reg spokój jest rozumiany nieco inaczej, niż w potocznym znaczeniu tego słowa. Wiele osób może kojarzyć spokój z bezruchem, brakiem aktywności fizycznej i intelektualnej oraz nieodczuwaniem emocji. Tymczasem według self-reg spokój to stan umysłu, kiedy wypełnia nas radość i dobra energia (ale nie ekscytacja, nadmierne pobudzenie) i jesteśmy uważni na sygnały płynące z ciała i otoczenia, a nie – zatopieni w myślach na temat przeszłych czy przyszłych zdarzeń. Spokój sprawia, że jesteśmy ciekawi świata i zdolni autentycznie zobaczyć drugiego człowieka, a zatem możemy się uczyć i być empatyczni. Spokój można odczuwać, jadąc na rowerze albo tańcząc czy głośno śpiewając. Ja czuję spokój, pływając, spacerując wśród zieleni, przebywając na plaży nad morzem, kołysząc Malutkiego zamotanego w chustę. Duży czuje spokój, przytulając się do mnie, pływając, rysując albo kolorując. Myślę, że rozpoznanie u siebie lub u dziecka tego stanu stanowi  punkt wyjścia do samoregulacji, niejako zerowy krok self-reg. Czy wiem, kiedy czuję spokój? Czy rozpoznaję to uczucie w ciele? Jakie konkretne działania mogę podjąć, aby czuć go częściej? Takie pytania przybliżają nas do celu, jakim jest dobra samoregulacja i niskie ryzyko utknięcia w błędnym kole stresu, kiedy to stres staje się stresorem samym w sobie, wzmacniającym działanie innych stresorów z pięciu obszarów – biologicznego, emocjonalnego, poznawczego, społecznego i prospołecznego.

Chcę zwrócić uwagę na to, jak bardzo indywidualne są odczucia spokoju i stresu. Przeczytawszy ten wpis, ktoś mógłby parsknąć lekceważąco: „A cóż to za stres może mieć sześcioletnie dziecko w takiej sytuacji?”. Podobnie parsknęła pewna znajoma moich rodziców, kiedy z przejęciem opowiadałam jej o mojej przygodzie z self-reg: „A co ty, dziecko, możesz wiedzieć o stresie? Dobre sobie!”. Inna znajoma przeczytała mój wpis o stresie związanym z wyjazdem z Małym do lekarza i skomentowała: „A myślałam, że to ja jestem znerwicowana…”. Takie niezbyt empatyczne reakcje są niestety bardzo powszechne: patrzymy na innych i oceniamy ich przez pryzmat własnych doświadczeń. Zapominamy (lub nie wiemy), że każdy człowiek – w tym każde dziecko! – ma indywidualne uwarunkowania biologiczne i historię zdarzeń, które ukształtowały jego reaktywność na stres. Duży łatwo ulega nadmiernemu pobudzeniu, a jednocześnie bywa niezwykle odporny i spokojny w sytuacjach, które większość jego rówieśników stresują. Ze mną jest podobnie: wyjazd samochodem z dziećmi bez wsparcia innego dorosłego zwykle wyprowadza mnie z równowagi, a na przykład wystąpienie w języku obcym przed dwustuosobową publicznością wywołuje u mnie jedynie przyjemny dreszczyk. Kiedyś byłam skora do oceniania innych i nadal miewam taką tendencję, szczególnie pod wpływem stresu. Na szczęście uczę się innej postawy: akceptacji, że skoro nie jestem w skórze drugiego człowieka, to nie potrafię ocenić, czy w danej sytuacji „miał prawo” być zestresowany. Najlepiej jest założyć, że miał prawo i przeformułować jego zachowanie w kontekście stresu. Postępując w ten sposób, sami będziemy mniej zestresowani, bo przestaną nas nękać negatywne myśli o innych ludziach, które odbierają nam energię. Naprawdę warto.

Wykorzystałam opisaną powyżej scysję, żeby porozmawiać z moim pierworodnym o spokoju i o stresie, pod wpływem którego zachowujemy się nierozsądnie lub niemiło. Ustaliliśmy, że kiedy zacznie „świrować”, będziemy razem sprawdzać, czy jest spokojny i jeśli nie, spróbujemy go wprowadzić w stan spokoju. Spodobało mu się… i tak oto zaczęła się nasza wspólna podróż z self-reg. Długa droga przed nami… Dlaczego? O tym napiszę w kolejnym poście.

Zdjęcie wykorzystane w tym wpisie: „Mother and Child – DROH” (CC BY-NC 2.0) by Rich Miller

12 thoughts on “Self-reg, część 6: Jestem spokojny i jestem tylko z tobą

  1. Czesc! Jakie metody wymysliliscie na uspokojenie sie? My z czterolatkiem probujemy roznych technik. Dopiero zaczynamy regulacje. Wydaje mi sie, ze ogarnelismy sama swiadomosc poczucia zlosci. Wie, kiedy jest zly, ale nie lubi tego nazwac po imieniu. Jeszcze nie zawsze umie pohamowac impulsy – wiem, ze ma dopiero 4 latka, ale mam wrazenie, ze pokladow impulsywnej reakcji ma sporo, zwlaszcza, ze sami jako rodzice jestesmy impulsywni.

    1. To super, że wie, kiedy czuje złość. Najlepiej, żeby to on sam wymyślił (kiedy jest spokojny i w dobrym nastroju), co go relaksuje. Podczas jakiejś potencjalnie relaksującej aktywności (np. przytulania, rysowania, zabawy ciastoliną, czytania książki) spytaj go, czy teraz czuje się spokojny i zadowolony i czy ta czynność mu w tym pomaga. Po ataku złości, kiedy ochłonie, możesz mu to przypomnieć i zaproponować tę samą aktywność. Szykuję wpis o tym, jak dokładnie uczę Dużego samoregulacji.

    1. To nie jest łatwe przy naszym tempie życia i w naszej kulturze gloryfikującej efektywność i brak spokoju. Może spróbuj zatrzymywać się kilka razy dziennie i zauważać, co się dzieje z Twoim ciałem, jakie czujesz emocje, co myślisz? To dobry początek – choć też niełatwy.

  2. Zaczęłam czytać o self-reg. Póki co jestem na tym wpisie i i idę dalej. Jestem też na grupie FB o self-reg i zaznajamiam się z różnymi sytuacjami. Mam natomiast pytanie jak to wszystko wprowadzić u 2latki. Póki co problemów szczególnych nie mamy. Ale ona jest coraz większa, coraz bardziej świadoma, ma już swoje upodobania, wizje itd. To bardzo intensywny czas dla niej, dla jej psychiki. Widzę, że doznaje coraz więcej emocji i nie zawsze potrafi sobie z nimi poradzić. Zaczyna wtedy krzyczeć, albo jakby sama nie wie czego chce. Mówi, że coś chce po czym krzyczy że nie chce. Takie sytuacje ewidentnie zdarzają się jak jest juź bardzo zmęczona. Przestawiła sobie drzemkę o 2-3 h i za nic nie chce położyć się wczesniej. Do tego ma malutkiego brata 3.5m. Bardzo dobrze na niego reaguje, ale wiadomo jest to dla niej olbrzymia zmiana. Co można robić w kontekście self-reg z 2latka? Czy na razie po prostu rozmawiać, być blisko, być spokojnym w momentach słabszego panowania nad emocjami? W jaki sposób jak najlepiej zapoznać ją z emocjami z wyrażaniem ich?

    1. Kasiu, przeoczyłam Twój komentarz i pytanie, wybacz późną odpowiedź! Jestem ciekawa, jak rozwija się Twoja dwulatka: czy trudności się nasiliły, czy wręcz przeciwnie? Z dwulatkiem najlepiej działać spokojem i być blisko. Rozmawiać – tak, ale wtedy, kiedy jest spokojny, w czasie fali silnych emocji nasze słowa nie docierają do tak małego odbiorcy.

  3. Dzisiaj, dzięki lekturze Twoich artykułów, kiedy moje Pocieszki waliły się po plecach tudzież gryzły i szczypały – rozdzieliłam ich zarządzając przerwę na masaż (jestem po kursie Shantala). Mając na uwadze wpis, który wcześniej przeczytałam, zaproponowałam synkowi mocniejszy ucisk, bo był bardzo… „wibrujący”. Udało się. Oboje byli zadowoleni z mojej uwagi, przestali się drażnić wzajemnie, a na końcu uznali, że to był dobry pomysł. Kontynuowali zabawę – osobną, ale na jednym dywanie.

    Dziś na randce z mężem mówiłam mu o s-f, o Twojej historii i mojej decyzji wybrania się na Twoje warsztaty. Rozmawiałam też o Tobie z Olą A. 😀 obie Cię uwielbiamy od początku 😍

    Wczoraj w mojej notatce na tel „Styczeń wdzięczności” napisałam, że jestem wdzięczna za Twój blog.

    Nie umiem określić i nazwać siły z jaką mnie tu przyciągasz. Ty? S-R? Dzięki, że jesteś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *