Z życia wzięte …

Self-reg to magia

Sobota, 17 czerwca 2017 r.

Dziś Mąż zabrał Dużego i Małego do kina na “Auta 3”, poszli razem z naszymi przyjaciółmi z trójką dzieci. Ja byłam z Malutkim na spacerze w okolicy kina i po 20 minutach wróciłam po Dużego, który bał się filmu. Kiedy go zobaczyłam, miał dziwny kolor skóry twarzy i trząsł się z przerażenia, a w drodze do domu wypowiedział może dwa zdania (co mu się normalnie nie zdarza). Był w stanie zamrożenia (o stanach pobudzenia pisałam tu). Jest, jak widać, bardzo wrażliwy – bardziej, niż 3,5-letni Mały, który obejrzał ten dwugodzinny film do końca, a wcześniej wystąpił przed kilkusetosobową publicznością na turnieju tańca.

Ale nie o wrażliwości chciałam Wam dziś napisać, lecz o tym, co było potem. Trzy miesiące temu mój pierworodny do końca dnia rozpamiętywałby, jaki ten film był straszny i jak mu to zepsuło cały dzień. A dziś sam wymyślił, co mu pomoże: w domu przytuliliśmy się na kanapie i poczytałam mu kryminały z serii o Mai i Lassem. Potem westchnął zadowolony:
– Ale super jest ten dzień!
– A film też był super? – spytałam.
– No nie, film akurat nie, ale to nieważne. Cała reszta jest super.

Self-reg to magia, która dzieje się na moich oczach.

Tak, pracuję nad obiecanym wpisem, w którym opowiem, jak tego dokonaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *